Przeminęło z wiatrem...

Marek | Blog Marka | 2018-08-02, 19:54

I wcale nie chodzi o film. To tytuł piosenki... Dotarłem po wielu latach do albumu Ireny Santor "Piosenki stare jak świat". Jest w zestawie wydanym dwa lata temu przez Polskie Nagrania pod tytułem "Piosenki cz.1". Cztery dyski z utworami nagranymi przez Panią Irenę w latach 1960 - 1973. CD4 tutaj zatytułowana "Wspomnienia dawnych dni" to ta płyta, którą mam w pamięci od dzieciństwa. Okładkowe zdjęcie tak dobrze pamiętam... Mieliśmy w domu tę płytę. To był wybór moich rodziców, bo ja wybierałem wtedy inaczej...


Ja z rodzeństwem wybieraliśmy Czerwone Gitary, Niemena, Breakout, Grupę ABC, Siostry Panas, Marka Grechutę, Skaldów. A! Moja siostra jeszcze Piotra Szczepanika... Taka była wtedy nasza płytoteka. Ale dlaczego tak pamiętam "piosenki stare jak świat"? Bo chyba się łączy ze smakami i zapachami tamtych lat. Cukierki koktajlowe, Pierroty i Bajeczne, smak i zapach pomarańczy w paczce pod choinkę, zapach jodły... Teraz z perspektywy czasu myślę, że wytwórnia zrobiła wtedy Pani Irenie "niedźwiedzią przysługę". Miała wtedy zaledwie 32 lata, a nagrała album dla pokolenia moich rodziców. Wtedy nie dla mnie... Ale jak ta Pani Irena wtedy śpiewała! Z Orkiestrą Taneczną po dyrekcją Jerzego Abratowskiego. Koniecznie proszę wrócić do tamtych piosenek. A jak już Państwo tam będą, to jeszcze koniecznie "Tych lat nie odda nikt" (1968) i "Zapamiętaj, że to ja" (1969). Światowa klasa. A może zwyczajnie cudowne wspomnienia? Usłyszałem gdzieś ostatnio, że po 30 roku życia nie sięgamy już po nową muzykę. Bym się z tym nie zgodził, bo ja mam ponad dwa razy tyle, a jednak ciągle sięgam. Ale też coraz częściej sięgam do wspomnień. Do tamtej muzyki, tamtych wykonawców. To chyba nie jest dobry znak, ale co mi tam...
Wracam na zdjęciach do Bryce Canyon. Mój numer jeden ostatniej podróży do Stanów Zjednoczonych. Trochę to niewiarygodne miejsce, ale tak było...
PS: wczoraj ostatnie kroki robiłem po 18. Było 31 stopni... Dziś ostatnie też po 18. Były 32 stopnie. A jutro ma nie być chłodniej. Strach się bać. Nic to, zaraz potem robię sobie urlopu część pierwszą. Jutro rano elpetrójka, pojutrze Markomania i... lecę! Ale zabieram laptoka, będę dawał znaki.

Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...
Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...
Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...
Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...
Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...
Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...Przeminęło z wiatrem...

Pozostałe wpisy
» Jutro Warszawa... (2018-08-15, 02:22)
» Przelewanie czasu... (2018-08-12, 18:18)
» Milczenie... (2018-08-08, 17:17)
» Kora... (2018-07-30, 19:54)
» Szał Niebieskich Ciał... (2018-07-28, 19:54)
» Upał... (2018-07-26, 19:54)
» Droga, którą jechałem... (2018-07-23, 19:54)
» Wilgotność... (2018-07-19, 19:54)
» Eukaliptus... (2018-07-16, 19:54)
» Chce się żyć... (2018-07-14, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN