Wylądowany...

Marek | Blog Marka | 2017-10-24, 19:54

Samolot wystartował z Chicago tuż po 21.30. Pilot powiedział, że lot potrwa 8 godzin i pięć minut. I tak było. Na kolację zjadłem kurczaka z dzikim ryżem. To był smaczny wybór. Do tego dwie lampki białego - Solaris Turnaua. Tak, Grzegorza Turnaua. Już tutaj wspominałem o pasji do wina Pan Grzesia. Solaris - rewelacja. Potem 4 godziny snu. Musiał być sen, bo pamiętam co mi się śniło, choć cały czas słyszałem podświadomie szum samolotu...




Obudziłem się o 4 z minutami. Dookoła wszyscy spali, więc zaliczyłem łazienkę. Pomyślałem, żeby może jeszcze pospać, ale nagle, dokładnie o 4.30 za oknami samolotu zrobiło się jasno. To trwało sekundy... Chyba nigdy wcześniej niczego takiego nie przeżyłem. 4.30 czasu chicagowskiego. Znaczy w Warszawie już była 11.30. Lądowanie za półtorej godziny. Pan Steward przyniósł Earl Grey z cytryną, małe śniadanie z owocami i pysznym dżemem morelowym. Chyba wrócę do dżemów, jak ostatnio do kompotu... Wylądowaliśmy w Warszawie o 13.05. Czas mi się przestawił w telefonie. Kroki zrobione w ostatnich godzinach podzieliły się na pół. Mieszkanie wymalowane, jak ta lala! Pięknie jest i czysto. Na bazarku były podgrzybki. Dom, jestem w domu. Drugie pranie już się kończy. Lubię wakacje, dzięki Marzeno i Robercie! Ale jeszcze bardziej lubię być w domu...
Ci odlatują, ci zostają... Zdjęcie z lotniska w Chicago. W dniu, kiedy lecieliśmy do Las Vegas.

Pozostałe wpisy
» Zima... (2024-02-27, 19:54)
» Senne wędrówki... (2024-02-24, 19:54)
» Pustynia złota... (2024-02-22, 19:54)
» The Most... (2024-02-20, 19:54)
» Jemnanoc... (2024-02-17, 19:54)
» Łagodne światło... (2024-02-10, 19:54)
» To Be Loved... (2024-02-08, 19:54)
» Groszek pustynny... (2024-02-06, 19:54)
» Nowość... (2024-02-03, 19:54)
» Księżycowy... (2024-02-01, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN