Ale tylko na zdjęciach! Strzelaliśmy na co najmniej trzy aparaty. Kilka razy dziennie. Codziennie. Gunia, Piracki i ja. Dziś zdjęcia Guni, naszej przodowniczki. Gunia ludziom zgotowała ten los. Do Varanasi przyjechaliśmy wieczorem 21 października. Po 13 godzinach w drodze. marzyło mi się tylko spanie. Długie... I dlatego nie wstałem o 5 rano dnia następnego, żeby pójść na wschód słońca nad Gangesem.
(Dalej…)
Znaczy może do nas dotrzeć więcej złych wiadomości. Wczoraj o śmierci Etty James. Dziś o odejściu Ireny Jarockiej. Ostatni raz spotkałem Panią Irenę 08.11.08. Pomyślałem wtedy, że jest za szczupła. Widać to na zdjęciach z tamtego dnia, z koncertu, z wizyty w radiu. Nie wiedziałem, że ostatnio walczyła z chorobą. Śmiertelną. Za dwa miesiące będzie wiosna. I tego, pozwoli Czytelnik, się będę trzymał...
(Dalej…)
Okazało się, że nie jestem sam w zdejmowaniu zegarka z ręki, bo w zegarku jest mi za gorąco. Dziękuję za emalie wsparcia. Dzisiaj "siłą woli" się obudziłem rano. A może po prostu dlatego, że miałem jakiś niedobry sen. Tak, miewam takie sny, kiedy wiem, że muszę się obudzić. I budzę się. Nasz mózg jest niezbadany. Gdyby można go było w pełni wykorzystać. A może lepiej jest tak, jak jest?
(Dalej…)
... albo lawendowych snów dalszy ciąg. Wracam do tematu raz jeszcze, bo zdjęć sporo i wspomnienia najpiękniejsze. A potem powrót do Hobart. Jak widać w pełnym słońcu. Droga trochę jak na Nowej Zelandii. Tasmania też wyspa, ciągle je porównuję. Ciągle śnią mi się obie. Jeśli mam sny kolorowe. Czapa wisi nad miastem. Śnieg sypie w górach. I dobrze, tam jest potrzebny. Jedna trzeci stycznia już za nami...
(Dalej…)
A jednak będzie? Ale tylko jeśli idzie o dodawanie punktów na mojej liście przebojów. No bo mamy Nowy Rok! Zaczął się pięknie. Myślę o Trójkowym Topie Wszech Czasów. Kto nie słuchał? Chyba ma czego żałować. Po wyniki odsyłam na lpmn.pl. Katar w głosie mnie trzyma, ale się nie poddaję. Poza tym lubię poniedziałki. Dziś w mieście było prawie tak, jakby nie wszyscy jeszcze wrócili z zabaw Sylwestrowych...
(Dalej…)
Śnieg padał dziś na Myśliwieckiej jakieś 10 minut. Akurat w czasie Sułka i podczas "Living On The Edge" Aerosmith. Steven śpiewał "coś złego dzieje się dziś ze światem", a za oknem sypało. Zrobiło się latte, ale tylko na chwilę. Kiedy Teleexpress pokazał powitanie Nowego Roku w Sydney trochę się wzruszyłem. Ile to już razy witałem nowy rok na antypodach? Rok temu akurat w Hobart na Tasmanii...
(Dalej…)
Wigilia. Miałem jakieś niespokojne sny. Śniło mi się, że byłem w Szadku. Tak, na pewno. Znajome twarze i zepsuty aparat fotograficzny, który nie chciał robić zdjęć. To prawie nie jest możliwe, bo mam co najmniej kilka sprawnych aparatów. No tak, ale to był tylko sen. O 6 włączyło mi się radio. Można wstać. Ładnie grało... Szybki prysznic, dwie kanapki z serem, pomidor. Tabletka na nadciśnienie.
(Dalej…)
Usłyszałem jej głos pierwszy raz zaledwie 15 lat temu. To było w Paryżu. Telewizor w hotelu grał klipy. Moją uwagę zwrócił piękny i smutny obrazek. Kobieta siedziała w tramwaju. Padał deszcz. Czarno biało. Śpiewała "Petit pays". Następnego dnia kupiłem album "Cesaria". Po latach podróżowaliśmy tymi samymi samolotami. Z Gdańska do Warszawy i zaraz potem z Warszawy do Wrocławia. Cesaria była na trasie koncertowej.
(Dalej…)
... do Wigilii Świąt Bożego Narodzenia. A śniegu brak! Znaczy brak dojmujący mamy w Warszawie. Nie cierpię z tego powodu. Szczęśliwie Jakuszyce zasypane. Tak jak być powinno. Sobota mocno pracująca. Goście w Markomanii. Paweł Rosak z Malagi, Natalia Safran i Mikołaj Jaroszyk z Kalifornii i Adam Torbicki z Warszawy. Znaczy "przychodzi doktor do Niedźwiedzia". Kto słyszał ten wie, o czym piszę...
(Dalej…)
Barbóreczko, Barbórko przyjdź na moje podwórko... Śpiewało się! A na Mikołaja zostanę Bolkiem, bratem Lolka. Ale tylko na dwie chwile. Popracować w studiu z Marią Peszek - bezcenne. Przy okazji pozdrowienia dla solenizantów. Solenizant. Ładne słowo. A Boże Narodzenie już za niecałe trzy tygodnie. Będzie po lodzie? I znowu jestem spóźniony z tym wpisem. Poproszę o usprawiedliwienie. Byłem w sobotę na weselu...
(Dalej…)
To było 18 października. Jak to możliwe, że minął już miesiąc? To był pierwszy dzień z naszym kierowcą na następne 3 tygodnie. Charlie przyjechał po nas rano. Po śniadaniu pojechaliśmy do świątyni Sikhów. Piękne, rozświetlone miejsce. Chyba nie tylko dlatego, że zbudowane z białego marmuru. W ludziach spokój i dostojeństwo. Życzliwość, co widać także na zdjęciach. Słońce niby zza mgły, ale paliło, jak diabli!
(Dalej…)
Jak by tu zacząć? Jakoś nie ciągnie mnie do pisania dziennika. Nawet nie wiem dlaczego. Może dlatego, że muszę napisać, że Indie już nie dla mnie. Za intensywne. Tak, o tym już donosiłem. Pirat codziennie rano mi mówił Another Day In Paradise... Ale jednak przetrwalim! Znaczy ja już w domu, a Piraci z Hobart ciągle w Indiach. Na pustyniach. Na wielbłądach. Dobrze, że im zostawiłem maść z antybiotykiem. Przydaje się...
(Dalej…)
Trzy tygodnie w podróży. Indie są intensywne... I można tutaj zjeść owoc. Słodki i intensywny. Guawa, banany, mandarynki, custard apple. Pyszne i słodkie. Trzeba je umyć i jeść tak, żeby nie dotykać palcami. Duże wyzwanie, ale warto, bo jest w nich samo słońce Indii. Marzę o pomidorach. Tutaj nie jemy warzywnych sałatek, bo strach przed ameba jest silniejszy niż smak pomidora. Pomidora zjem w kraju. Już za tydzień.
(Dalej…)
Białe miasto. Nad jeziorem. Mówią tutaj o nim Wenecja Wschodu, jeden most wygląda nawet jak Wenecja Północy, czyli Amsterdam. Jeden most... Więcej nie ma podobieństw. Ale to pierwsze "w miarę czyste" miasto w naszej podróży. "Gunia ludziom zgotowała ten los". Tak mówimy codziennie z Piratem. Indie są fascynujące, ale raczej dla młodych. Ja mam to już za sobą. Trudy podróży bola.
(Dalej…)
Delhi, Agra i Varanasi już prawie poza mną. Przede mną Khajuraho, Udaipur, Pushkar, Jaipur... i wszystko po drodze.
(Dalej…)
Spałem pięć godzin. Nie lubię dnia wylotu. Aż do chwili, gdy już jestem na lotnisku. Nie boję się latania. To raczej chodzi o stres przed podróżą. Rano przed audycją jeszcze korespondencja z Minu. Żebym nie zapomniał wydruku biletu lotniczego. Już prawie spakowany. Markomania. Rozmowa z Anną Marią Jopek. Trzy płyty jednego dnia. Odważna... O 14.40 już na lotnisku. Będzie dobrze, lecę.
(Dalej…)
Tak, to była ostatnia niedziela lata. Ta ostatnia niedziela. Wybrałem się więc do Szadku i Sieradza. I dobrze. To mogą być moje jedyne "jesienne" zdjęcia z tego roku. Niestety podróże przeziębiają. Żeby tylko dać radę w poniedziałek. Sharon Corr. Piękna jak marzenie. Bardzo sympatyczna i zdolna. Zdolności Artystki ocenimy w przyszłym roku, będzie nowa płyta. Dałem radę. Mam autografy na wszystkich płytach The Corrs...
(Dalej…)
Przyszedł dziś piękny jak lato! Słońce włączyło się o 7.30. Prawie dwie godziny wcześniej, niż wczoraj. Noc słaba, bo przeziębiło mnie nie wiadomo kiedy i gdzie. Nie dam się, bo nie mam czasu. Już prawie na nic. Dziś premiera Smooth Jazz Cafe 11. Tak przyjmijmy, że to dziś. Bałem się, że zestaw jest za smoothny, ale gra jak ta lala. Proszę sprawdzić, ewentualnie. Kupiłem prawdziwki na bazarku. Po 55 złotych za kilogram. Drogo?
(Dalej…)
Wystarczyły dwie zimne noce. Rosa na samochodach i żółte liście na drzewach. Zosia mówi, że stara się jak najdłużej nie kupować tegorocznych jabłek. Jak już kupi, znaczy przyszła jesień. Wczoraj kupiłem pierwsze lobo w tym sezonie. Mój bazarkowy dostawca jabłek, Pan Krzysiu mówi, ze jest dużo smaczniejszych odmian. A niech sobie jest! Lobo to moje ulubione jabłka i to się już raczej nie zmieni. Także tej jesieni...
(Dalej…)
... już za tydzień będzie jesień. Niby też pięknie, ale jakoś za szybko to wszystko się dzieje. A może tylko ja tak mam? Wczoraj George Michael we Wrocławiu. Jak było? Na pewno rewelacyjnie, bo to jeden z najwspanialszych Artystów Koncertujących. Ja wczorajszy wieczór spędziłem na 40 piętrze Marriotta. Spotkałem się z fanami Philipsa. Było miło, jak to na takich spotkaniach. Pytania o muzykę, radio, fascynację dźwiękiem...
(Dalej…)
Miasteczko jak z innego czasu. 10 kilometrów od Bastii. W stronę Cap Corse. 7 restauracji z dobrym jedzeniem. Jeden spożywczak z taką szynką, jakiej nie jadłem od lat. Piekarnia z chrupiącymi bagietkami. Kawiarnie z pyszną kawą. Tak, żeby dobrze zacząć dzień albo przysiąść w biegu i pomyśleć o czymś innym. I nikt się donikąd nie spieszy. Znaczy turyści wpadają na kwadrans, żeby wszystko uwiecznić na fotografiach.
(Dalej…)
Prawie zawsze jak po ogień. Ale do Gdyni, jak po wodę. Piękne miejsce... Jeśli mnie niosło do Trójmiasta, to głównie do Sopotu albo do Gdańska. A tu Lista z Gdyni... Zawsze mam tremę przed takimi audycjami, a potem... mijają mi. Słuchacze są fantastyczni i to jest najważniejsze. Hotel jak z lat 70. No bo jest z lat 70. Radioodbiornika nie dało się wystartować, telewizor szumiał, jak morskie fale. Telefon milczał, jak zaklęty...
(Dalej…)
Jestem, jestem, jestem... Tam jednak bez internetu, bez zasięgu, bez komputera, bez patrzenia na zegarek. Było cudownie! Ale za gorąco. 33 stopnie każdego dnia to już nie dla mnie. A kiedyś to mi się bardzo podobało. 7 dni i 7 nocy. Erbalunga, Cap Corse, Porto, Calvi, Bonifacio, Bastia, St.Florent... I wiele, wiele po drodze. Zresztą te międzyczasy są chyba najwspanialsze. Sekcja fotograficzna za każdym zakrętem...
(Dalej…)
A tak jakoś wyszło. Jutro rano lecę dalej... Trzecia część wakacji. Trzecia część dni i nocy. Burza przeszła nad miastem. Powietrze się oczyściło. Dziś było za gorąco. Nawet jak dla mnie. 30 stopni i 200% wilgotności. Porażka. Dobrze, że mam wakacje. Niczego nie muszę. Prawie niczego... Chcę pokazać wyniki mojej listy, bo Basia. Będzie debiut! A dzwonek na "muzyczną premierę"!
(Dalej…)
innymi słowy: grzybobranie... Na dodatek urodziny Aliny! I jak tu nie jechać? Jechać, jechać... Do Lipia przez Szadek. Cały piątek. Ciągle mi się wydawało, że już była sobota. Przyszła i sobota. Na grzyby. Niezbyt szczęśliwie wypadło, bo akurat była pełnia księżyca. Znawcy wiedzą, że grzyby wtedy nie wychodzą. Nic to, i tak było fantastycznie. A na kolację prawdziwki w śmietanie i makaron z kurkami. Pycha!
(Dalej…)
Odbył się w tym roku trzeci raz. W sobotę 6 sierpnia. I ja tam byłem... Nie po to, żeby biegać, chciałem zobaczyć start. Podziwiać takich, którym udaje się przebiec. Kilka lat temu szedłem ze Śnieżki na Szrenicę. Zajęło mi to ponad 8 godzin, a potem myślałem, że umrę ze zmęczenia. Jak można biec ze Szrenicy na Śnieżkę i z powrotem? Można. W tym roku padł rekord trasy: 3 godziny i 28 minut? Jakoś tak...
(Dalej…)
Cały miesiąc. Tak będzie... Witam z wakacji! Nie przeszkadza mi, że zimno i leje. Na razie mi to nie przeszkadza. Do jutra... Odsypiam. Gdzie ja jestem? Na urlopie. Całe cztery tygodnie bez radia. Jak Pan to wytrzyma? Jakoś dam radę. Kiedy nie odsypiam, zwiedzam okolice. Stąd zdjęcia. Najpierw te z Wrocławia. Wykonał je podczas 1539 Listy Konrad Pikula. Dzięki Nokdar! Prawda czasu. Tak było...
(Dalej…)
...nasz świat. Jak może jeden człowiek zastrzelić ponad 80 ludzi? W jednej chwili. Z bliska... Dobijając tych, którzy jeszcze się ruszają. Nie jestem w stanie tego pojąć. W żaden sposób. I co wtedy myślał? Ile trzeba mieć w sobie nienawiści? Jak budować swój świat, żeby dojrzeć do takiej myśli. A potem to jeszcze wykonać. Z zimną krwią. Tak, to w jakimś sensie kolejny koniec świata. Naszego...
(Dalej…)
Były wczoraj. Staśku - najlepszego! Mogę tak napisać, bo przeszliśmy na ty. Na antenie, każdy mógł słyszeć. Stanisław Tym, ten Tym. Prawie niewiarygodne, ale się stało. Bałem się, że polegnę podczas takiej z Nim rozmowy, ale żyję. Augustowskie noce nie były aż takie gorące. Słońce palące opalało, wieczorem więc czułem lekki chłodek, który pozwala beztrosko zasnąć. Ale kto by spał?
(Dalej…)
Dziś mija 10 lat od śmierci Barbary Głuszczak. Realizowała Listę Przebojów Programu Trzeciego wiele lat. To Ona sobie tę audycję wybrała, a ja byłem z tego dumny i zawsze spokojny, że wszystko musi się udać. Chciałem dziś dla Baśki zagrać jedną z Jej ulubionych piosenek "Mr.Blue" Rene Klijna. Jakoś mi nie pasowała w audycji. A przecież mogłem zagrać Harry'ego Connicka Juniora, którego też lubiła...
(Dalej…)
Dwanaście stopni Celsjusza na początku lipca? To tak jest zimą w Australii. Tam nawet cieplej. I nie pada tak często. Dziś na zdjęciach znów australijskie lato. Styczeń tego roku. Drugi dzień mojego pobytu w Warrnambool. Jak widać był bardziej słoneczny. Mój "przodownik" Edward jeździł na rowerze, ja byłem piechurem. Łatwiej wtedy łapać wspomnienia. Proszę je pooglądać.
(Dalej…)
Świat maleje. Justin przyleciał z Australii, żeby nam pokazać wino ze swej winnicy w Adelaide Hills. Testowanie odbyło się wczoraj. I ja miałem zaproszenie. Było pysznie! Do wina były wspaniałe oliwki stamtąd i oliwa pierwszego tłoczenia. Zapachy i smaki Południowej Australii. Tuż po południu. Jak już wino Bird In Hand pojawi się w naszych sklepach, polecam Chardonnay i Shiraz. Koniecznie proszę próbować!
(Dalej…)
Na wczoraj zapowiadali burze, słońce świeciło jak szalone do końca dnia. Na dziś zapowiadali burze... Na razie nie grzmi. Lecę do Koszalina. Na jutro. "Australia okiem Niedźwiedzia". Ta wystawa zdjęć z Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Gorze. Mam na koncie "trzy następne Australie", ale tamte zdjęcia ciągle robią wrażenie. Mam nadzieję... W razie czego, do zobaczenia. "Do widzenia, do jutra".
(Dalej…)
Lubię soboty. Rano bazarek, potem radio. Dwie godziny mijają jak jedna chwila. Muzyka ciągle najważniejsza. "Lista obecności" słuchaczy zawsze mi pomaga. Znaczy nie gram w próżnię. W kosmos... Bryan Adams w poniedziałek w Rybniku, dziś w Toruniu Rod Stewart, Cesaria Evora za tydzień w Lublinie, w Gdańsku Sting. Basia pod koniec miesiąca w Łodzi. Czyż nie jesteśmy wreszcie w Europie?
(Dalej…)
Już jest takie miejsce w Warszawie. Od wczoraj... Z Myśliwieckiej 3/5/7 można naszą aleją przejść do Zamku Ujazdowskiego. To był dzień! Długi, gorący, ale piękny. Uroczystości przecięcia wstęgi zaczęły się o 18. Potem koncert Myslovitz. Lista trochę spóźniona, ale wszystko udało się zagrać. Red Box i "Hurricane" czwarty raz na topie. Akurat wtedy, gdy grupa koncertuje w Polsce.
(Dalej…)
Takie chwile zdarzają się tylko raz na jakiś czas. Zamawiając album Matthew Morrisona liczyłem raczej na Jego duety ze Stingiem i Eltonem Johnem. A tu taka niespodzianka. Najlepszy jest jednak duet z Gwyneth Paltrow. Żona Pana Coldplaya. Razem śpiewają tylko na weselach. Kocha się w Niej pół świata. W Nim także pół. Ta druga połowa. Coldplay na Openerze. Kto jedzie?
(Dalej…)
Oddalone od siebie o świata pół. A jakie podobne... Rotorua w Nowej Zelandii i Yellowstone w Stanach Zjednoczonych. To w tych miejscach byłem chyba najbliżej piekła, najbliżej nieba, najbliżej "końca świata". Prawdziwy koniec będzie, gdy wybuchnie wulkan Yellowstone. Kiedy o tym poczytałem, strach mrozi. Ale, ze nie jestem jakiś bardzo bojący się, lubię tam latać na te końce świata...
(Dalej…)
Pan Doctor powiedział, że to może być zatrucie pokarmowe albo grypa żołądkowa. Ale najprawdopodobniej dziwny wirus, który powoduje "szybkie oczyszczenie organizmu". Szybkie... Cała noc koszmarów. Niczego takiego wcześniej nie przeżyłem. Bardzo niekomfortowa sytuacja. A może to wszystko ten 13 i piątek? Niby nie jestem przesądny, ale jak czegoś zapomnę, to po powrocie do mieszkania siadam na chwilę...
(Dalej…)
Znaczy co? Tak, czasem mnie dopada to dziwne uczucie. Nie wiadomo kiedy, jak, gdzie, dlaczego. Tak się po prostu zdarza. Wtedy włączam ulubioną płytę, sięgam po zdjęcia albo książkę. Idę na spacer... Jeśli nie pada. Dziś padało. Zostały więc: płyta (Marc Jordan zrobił swoje), zdjęcia (prawie jak zawsze Australia - za słońce), książka (dziś Tempus Two 2006 Chardonnay, Hunter Valley). Rozchodziłem...
(Dalej…)
Wzruszam się. Z wiekiem to się nawet nasila. Nie jestem z tego dumny, ale widać taka kolej rzeczy. W tym też jestem coraz bardziej podobny do mojego Świętej Pamięci - Ojca. Tak, wzruszałem się podczas mszy beatyfikacyjnej Jana Pawła Drugiego.... Dobrze, że w domu byłem tylko ja.
Pierwszy dzień maja mija. Odkąd sięgam pamięcią tego dnia zawsze było słonecznie i ciepło. Nie dzisiaj.
(Dalej…)
Wielka Sobota.
Wojciecha, Jerzego - dla wszystkich solenizantów życzenia najlepszego!
Markomania XL. Trzy godziny grania, to jednak nie dwie.
Miało być samo słońce do końca świąt i jakoś znowu prognoza się nie sprawdza. Około południa pojawiły się chmury nad miastem. A jutro to ma nawet padać. I dobrze... Deszcz bardzo potrzebny tej wiosny.
(Dalej…)
A miała być także słoneczna. Nie można widać mieć wszystkiego... Za trzy dni Warszawa już będzie zielona. Wiosna przyszła. Kwiecień plecień. Ja też coś jakoś plotę... Wczoraj miałem zły dzień. Bywa. Stąd spóźnienie z moją listą przebojów. Czy to zawsze tak jest, że kiedy się chce najlepiej, to jakoś nie zawsze wychodzi? Pytanie jest retoryczne. Będę się starał. Za trzy dni wyjdę z przeziębienia... Jak postanowił?
(Dalej…)
Thanks a lot! Chyba nie można jeszcze spać przy otwartym oknie. Nie można... Ja spałem, bo tak lubię. Znowu mnie przeziębiło. I to na taki dzień! Zlot forum.lpmn.pl. Dałem radę. Daliśmy radę. Po Markomanii był Pekin. Zupa pikantno-kwaśna, ogórki z czosnkiem, bakłażany w sosie czosnkowym, kurczak w sosie generała, kurczak gong bao, kurczak sweet & sour, wołowina na ostro, ryż jaśminowy, makaron sojowy... Było pysznie i bogato.
(Dalej…)
Tak, to był bardzo intensywny tydzień. Wczoraj na dodatek Prima Aprilis i 49 urodziny Trójki. Koncert w teatrze. Jeszcze jeden wielki stres. Chyba jednak było miło. Wszyscy tak mówili. No może poza jednym słuchaczem, który napisał: "po co ten koncert - gdzie jest lista!". Wyniki kolejnego notowania można zawsze znaleźć w internecie, ale pewnie chodzi tu głównie o słuchanie ulubionej muzyki.
(Dalej…)
Leć Adam, leć! W sumie dobrze, że dziś nie latali na wyścigi, bo i tak za dużo wzruszeń jak na jeden dzień. Cała Polska nosiła dziś wąsy. Ja tam specjalnie się nie musiałem szykować na to święto. Od lat jestem niemodny. Ale inni koledzy? Zabawnie wyglądają. Tak na chwilę poczuć tę wspólnotę. Dobre wibracje. Radość Mistrza. A co będzie dalej? Zwykłe, szare życie, które tak lubię...
(Dalej…)
proszę nie mylić z "bunga bunga"! Prawie tak samo się czyta, a wrażenia chyba znacznie większe. Chyba, bo wszak nie jestem Premierem Włoch, to skąd mam wiedzieć? Chodzi po prostu o większe zdjęcia z mojej Australii 2009. Na dużych więcej widać. Na mnie robią jeszcze większe wrażenie. No to się dzielę! To było w lipcu. Tam była zima akurat, a ostatniej nocy to u nas śnieg spadł. Tak na koniec zimy...
(Dalej…)
Robert Kubiszyn. Młody, zdolny... Za album "Before Sunrise" ma 4 nominacje do Fryderyków. Odwiedził mnie dziś w "Markomanii". Gra na basie między innymi u Anny Marii Jopek i Grzegorza Turnaua. Ten album pokazuję Go, jako Artystę pierwszoligowego. Trzymam kciuki! A Czytelnika namawiam do zapoznania się z całą płytą. Warto poznawać nowe! Robert marzy o zdobyciu Kilimanjaro. A ja znowu śnię Australię...
(Dalej…)
Polana Jakuszycka. Zawsze w pierwszy weekend marca. I jak tu nie jechać? Podróż tam, po elpetrójce w piątek. Prawie 8 godzin jazdy. Porażka, bo to przecież 550 kilometrów. Katowicka w remoncie. Zimą? A no zimą! Dobrze, że radio ładnie grało po drodze. Budzenie w sobotę przed 7. Będzie długi dzień... Najważniejszy jest start do biegu głównego. Na 50 kilometrów. O 9.30. Zaraz potem mój bieg na polanę, żeby zacząć audycję o czasie.
(Dalej…)
Wystarczyło zagrać Peeping Toma (CCafe) i Laimę (SJCafe), żeby wspomnienia powróciły. No tak, ale nie wolno żyć tylko wspomnieniami. Do przodu! Za tydzień będę na Biegu Piastów w Jakuszycach. Który to już raz? Nie liczę... Lubię grać w soboty. Radio jest wtedy jakieś takie "trochę inne". Moje, choć gram tylko dwie godziny. Staram się tak je poukładać, żeby były miłą całością. A jak to wychodzi?
(Dalej…)
Trzeba mieć pecha, żeby "wylosować" w Szklarskiej Porębie dwa takie dni bez słońca. Trzeba mieć szczęście, żeby trafić na taka właśnie pogodę. Mgła, mgła, mgła. Zimno, jak diabli. Wilgotność powietrza obniżała temperaturę, jak nic! 7 godzin jazdy tam. We czwartek od południa. W piątek od rana Sasza, a potem robota. Elpetrójka spod wyciągu na Szrenicę. Trzy godziny, jak z innego czasu. Czarno białe.
(Dalej…)
Słońce zachodzi i wschodzi. Takie to niby normalne i codzienne. A jednak zachwycają nas te wschody i zachody. Z moich 3 razy pod górą wynika, że zachody tutaj są piękniejsze, bardziej spektakularne. Poza tym na wschód trzeba wstać o 4 w nocy, a kto to lubi? Ja nie. Nawet w wakacje. No, ale jak mus to mus. Powstało się i fotografowało. Dziś mała powtórka na nieco większych zdjęciach. Znaczy więcej słońca!
(Dalej…)
King's Canyon. Zjawiskowy... Jak już wcześniej napisałem, zdjęć wystarczy na długo. Czy dziś je trochę lepiej widać? Wszystko w życiu dzieje mi się po drodze. Jestem fanem przypadków. Kiedy miesiąc temu byłem w Australii każdy dzień je przynosił, podpowiadał. Było fantastycznie, ale czasem marzyła mi się taka "niedziela socjalna" jak dzisiejsza. Niczego nie muszę...
(Dalej…)
To było dokładnie 3 tygodnie temu. Był poniedziałek 10 stycznia. Wschód słońca około 6 rano. Znaczy pobudka dwie godziny wcześniej. W środku nocy... "Po co ja to wszystko robię?". Zawsze sobie wtedy zadaję takie pytanie. Do chwili, gdy jest tak pięknie, że znów mi trudno w to uwierzyć. Wschód jakiś taki niemrawy, ale za to potem fantastyczny spacer dookoła Ayers Rock. Dwie godziny w raju...
(Dalej…)
Piękne lato w środku zimy. 25 stopni. Słońce cały dzień. Wymarzona pogoda na spacer po mieście. Z koleżanką Anką. Pociąg do miasta trzy kwadranse. Kiedy dochodziliśmy z Flinders do Katedry Świętego Patryka kończyła się msza niedzielna. Katedra piękna. Monumentalna. Robi wrażenie. Wycisza... Zapaliłem trzy świeczki.
(Dalej…)
Są takie miejsca na świecie. Jak to... Chce się wracać, wracać, wracać, bo piękne. Trzy dni spędziłem w Warrnambool nad oceanem. To taki tutejszy Sopot. Jestem spalony, jak diabeł. Wcale się nie opalałem raczej wszystko zasłaniałem. kiedyś słońce to było zdrowie. Teraz może się okazać rakiem skóry. To tutaj bardzo częsta przypadłość...
(Dalej…)
i to wszystko jednego dnia. Budzenie o 5 rano. Następne dni miały być tak samo długie, ale o tym jeszcze nie wiedziałem. Transfer na lotnisko Edwardem. Puste miasto. 5 rano... Na drodze leżały jakieś poduszki. Myślałem, że nadal śnię. Odprawa bardzo szybko, bo leciałem Qantasem.
(Dalej…)
Niech będzie dobry. Dla nas wszystkich, proszę...
Chciałem dziś fotografować lato, wybrałem się więc do ogrodu botanicznego. Całe rodziny z koszami jedzenia i picia. Taka tradycja. Świętować w plenerze. Ja z aparatem. Zaczepiała mnie każda roślinka. "Zrób mi zdjęcie!". No to trzaskałem...
(Dalej…)
Czas kolędowania. Kolędowaliśmy z Piratami wczoraj jadąc na sam koniec wyspy. Stamtąd można już tylko na biegun południowy. W Cockle Creek mieszkają trzy osoby. Już od jakiegoś czasu, znaczy to chyba trzech singli. Cudowny dzień na plażach. Dziś pół dnia na Salamanca Market. Ten targ to duma Hobart.
(Dalej…)
Monachium (sobota 18 grudnia 2010)
Sobota. Od rana robota. A potem latanie… Na lotnisku byłem tuż po 15. Od razu zaatakowała mnie wiadomość, że mój lot będzie spoźniony. Tylko 15 minut. Odprawa jak ta lala. Bagaż 28 kilogramów. Głównie płyty, filmy, Polska. Odprawione od razu do Melbourne. Telefony, telefony… Pozdrowienia i życzenia. Święta będą piękne… Jak każde. Augsburg Airline. Czysto, porządnie. Po niemiecku.
(Dalej…)
Na pierwszym w Trójce, na pierwszym u mnie. Ostatni taki przypadek zdarzył się kilka lat temu z piosenką grupy Coldplay. Coldplay na Openerze w lipcu przyszłego roku! Simon Toulson-Clarke pojawił się wczoraj podczas trójkowej listy tuż przed pierwszym miejscem. Chyba był wzruszony, że po 23 latach Red Box znów ma u nas numer jeden. Kurcze, jak było miło. Autografy, zdjęcia. Zapowiedź koncertów w Polsce... Samo dobre!
(Dalej…)
Kiedyś Pan Wojciech Młynarski śpiewał piosenkę "Niedziela na głównym". W naszej nowoczesności trzeba by napisać "Niedzielę w galerii". I wcale nie chodzi o galerię obrazów. Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby dziś koło południa wybrać się na zakupy. Wiem, co mnie podkusiło. Słońce za oknem i święta w pobliżu. Te święta chyba nawet bardziej. Inni Mikołaje tak samo pomyśleli, niestety...
(Dalej…)
I po co! Śnieg ładnie wygląda w górach i w telewizji. Wiem, bo widziałem. W mieście wygląda niezazbytnio. To ja do słońca. Zapraszam do Zachodniej Australii. To listopad sprzed 3 lat. Niezmierna natura i zapierające dech w piersiach widoki. Czasem jakiś człowiek... Piracki albo ja, znaczy Gunia strzelała. Dziś rozmawiałem z "australią". Tam już maliny i czereśnie dojrzewają. I pewnie niedługo zacznie się sezon na mango...
(Dalej…)
Goście w Markomanii, to dla mnie zawsze święto. Dziś odwiedziła nas Hanna Banaszak. W sprawie "Nienawiści" - wiersza Wisławy Szymborskiej. Rozmowa od odsłuchania na stronie fanów lpmn.pl. Zapraszam... 13 minut, jak jedna chwila. Lubię, kiedy dla Artystów taka wizyta na antenie też jest ważna. Wtedy chyba wszyscy są zadowoleni. Przede wszystkim słuchacze, a to najważniejsze, bo nie ma radia bez słuchaczy.
(Dalej…)
Cieszyłem się na spotkanie z Ireną Santor już od kilku tygodni (Pućka - dziękuję!). A kiedy przyszedł ten dzień, obleciał mnie strach. You Never Know... Było tak samo miło i sympatycznie, jak 10 lat temu, kiedy w audycji Frutti DiMarek rozmawiałem z Panią Ireną o płycie "Santor Cafe". Wtedy to miała być moja pierwsza rozmowa z Panią Ireną. Czekałem z bukietem kwiatów, a gościa nie było...
(Dalej…)
Tak, tylko na zdjęciach, ale zawsze... U nas szaro, buro, deszcz pada cały dzień. Ptaszkowa i Bieszczady donosiły podczas Markomanii, że tam u nich było pięknie, ciepło, słonecznie. Szczęściarze! Kawa na tarasie. Marzenie. Na przekór pogodzie i w celu poprawy nastroju, po audycji zjadłem chińczyka. Pan Chińczyk już od drzwi recytował moje zamówienie. Tak, prawie zawsze zamawiam to samo. Tak mam. Na usprawiedliwienie donoszę, że chińczyk tylko raz na kilka tygodni...
(Dalej…)
Dzisiaj padam na twarz, ale było warto. Taki dzień się zdarza raz. Tylko raz na jakiś czas. Trzydziestolecie Listy już za półtora roku, ale wtedy ważniejsza będzie pięćdziesiątka Trójki. Całe szczęście, bo jubileusze, to ja jakoś ciężko znoszę. Rymuję jak Andrus! Tak, tylko, że On jest w tym bardzo dobry. Ta pieśń ludowa z wieloma zwrotkami. Mistrzostwo... Się działo! Można to ciągle oglądać na stronach Trójki. Nowoczesność. U mnie za to przygarść zdjęć. Autor: DeKawka!
(Dalej…)
Powodzianie ciągle bardzo potrzebują pomocy i wsparcia. Każdy grosz się liczy. Kilka tygodni temu napisał do mnie Krzysztof Witkowski (Roy Bennet Group) z pytaniem, czy mógłbym przeprowadzić w Markomanii licytację trąbki podarowanej na rzecz powodzian przez Tomasza Stańkę. Zgodziłem się oczywiście. Niepotrzebnie. Nie wolno robić rzeczy, których nie potrafimy. Ja nie potrafię "być jak Kubulek". No, ale się stało i w sobotę trąbka "poszła" za 36 tysięcy złotych...
(Dalej…)
Bałem się, że już mi się w tym roku nie uda strzelić takiej jesieni... A jednak prognozy pogody jak zwykle się nie sprawdziły i piękną jesień było widać z Myśliwieckiej w środę, czwartek, piątek, dziś. Pamiętam dobrze czasy, kiedy we wtorki i czwartki grałem muzykę z jednej płyty (całej!) w popołudniowej audycji "Zapraszamy do Trójki". Pierwsza strona albumu była tuż po 17, druga od 18.30 do 19. Miedzy stronami miałem akurat tyle czasu, żeby wybrać się na spacer do Łazienek...
(Dalej…)
Czy 12.12.12 będzie koniec świata? Pomyślę o tym jutro... 09.09.09 wybrałem się na poszukiwania wspomnień z odległego dzieciństwa. Szukałem miejsc, zapachów i smaków. Było pięknie. Myślałem, że na dziś uda mi się też wymyślić coś szczególnego, ale przeziębienie i bardzo intensywny tydzień uziemiły mnie w domu na weekend. Tak też lubię. Będzie za to na zdjęciach kolejna podróż do Australii. W miejsca dobrze znane, ale jakże chętnie odwiedzane. Zapraszam...
(Dalej…)
Po kilku dniach z deszczem, mżawką, szarych i burych, taki dzień jak ten dzisiejszy jest trochę nierealny. Liście na Myśliwieckiej już nie są zielone. W żółtych płomieniach. Też pięknie... Jakaś taka tęsknota niesie się przez świat. A może tylko mi się tak wydaje? A może nie trzeba było znowu oglądać "Driving Miss Daisy" i "Gran Torino". No i drapie mnie w gardle. Nawet nie wiem , kiedy i gdzie mnie złapało. Jesień, jesień... Jak nic!
(Dalej…)
Z podróży do Australii w 2004 roku mam Jej debiutancką płytę "The Overture & the Underscore". Wszedłem do sklepu JB HI-FI w Melbourne i kupowałem kierując się przeczuciami. Na okładce twarz pięknej młodej dziewczyny. Biorę... Nie żałowałem i po powrocie do kraju zagrałem... w radiu. Dwa lata później będąc w Sydney dostałem od Remika album "What The Sea Wants, The Sea Will Have". Rok temu zakup "As Day Follows Night" był już bardzo naturalny...
(Dalej…)
A mówiłem, a pisałem - nie przychodzić! Od dziś radio będzie inne dla tych, którzy odwiedzili nas pierwszy raz. Byli też jednak tacy, którzy przychodzą co rok. Znaczy jednak można wracać po wspomnienia... Było cudownie. Może dlatego, że odwiedzili nas sympatyczni ludzie? Ciekawi radia, radiowców, miejsca. Myśliwiecka pękała w szwach. Chyba trochę na to liczyliśmy. Dziękuję nie tylko we własnym imieniu. Takie spotkania są ciekawe i pouczające. Także dla radiowców...
(Dalej…)
Gdzie byliśmy 9 lat temu? Na końcu "starego świata". I o tym trzeba pamiętać. Zagrałem dziś Lighthouse Family "Ain't No Sunshine". Gram co rok. Zawsze mi przypomina tamten dzień. Miało być dziś słońce. Nie było. Znaczy tutaj nie było... Był Walkathon. Zawsze jest w sobotę, więc ja nie mogę w nim uczestniczyć. Albo chodzenie albo praca! Pochodziłem sobie po robocie. Tak dla przyjemności chodzenia. Bo lubię...
(Dalej…)
Czyli "przy sobocie po robocie". Są takie piosenki, które pachną i smakują lepiej. UK zabrzmieli mi dziś trochę jak Emerson Lake & Palmer "Lucky Man". A przecież słuchałem tego utworu setki razy i nie miałem takiego skojarzenia. Przypadkiem... Chyba wszystko bierze się z kontekstu. Przed każdą audycją przesłuchuję wszystkie piosenki, żeby sprawdzić, czy rydwan czasu ich nie potrącił. Te, które brzmią mi niedobrze, zostawiam na inne okazje. Przyjdzie ich pora...
(Dalej…)
Powraca do mnie sen, że nie mogę znaleźć samochodu. Wiem, że gdzieś zaparkowałem, ale we wszystkich znajomych miejscach go nie ma. Strzelam kluczem dookoła. Może da znaki. Nie daje. Ostatniej nocy wręcz ktoś skradł moją "strzałę". Czy to coś może znaczyć PanieDoctorze? Porozmawiałbym o snach z Edytą Bartosiewicz, ale Ona na razie bardzo zajęta. Dzisiejszy koncert Edyty na Wyścigach ma się zacząć po 23. Byle tylko nie lał deszcz...
(Dalej…)
Taka piękna sobota! Oj, gdybym dziś rano wyruszył z Jakuszyc przez Orle, to pewnie bym doszedł aż do Chatki Górzystów na naleśniki z jagodami albo do Jizerki na knedliki z gulaszem. Wszystko było odpowiednie do takiego spaceru. Temperatura, wiatr, przezroczystość powietrza... Rozmarzyłem się tak już od wczoraj, kiedy pogoda była podobna. A tu sobota = robota. Na dodatek "ci wspaniali mężczyźni w swych szybkich samochodach" śmigali po mieście, więc się obszedłem smakiem chińczyka.
(Dalej…)
Upał. Mój samochód pokazał dziś 35 stopni... Dwa lata temu byłem w Stanach Zjednoczonych i odkrywałem takie piękne miejsca, jak Ukryte Jezioro. To było w Montanie. Fajny kawałek świata. Zakupy bez podatku. Dolar słabo wtedy stał, więc płyta kompaktowa kosztowała nie więcej niż 30 złotych. Wydawać, wydawać, wydawać... kasę! I to robiłem. Walizki powrotne były zdecydowanie za ciężkie. Ale jaki to miły ciężar? A widoki? Proszę popatrzeć, bo trochę niewiarygodne...
(Dalej…)
Noce parne, gorące. Było tak jak w piosence sprzed 44 lat. Za gorąco, ale pięknie. Okoliczności przyrody. Lista, Markomania, Słuchacze... Ci ostatni jak zwykle najważniejsi. Jak było? Dla mnie bardzo, bardzo intensywnie. Lista prowadzona ze sceny, kiedy WSZYSTKO widać, nie jest zadaniem najłatwiejszym. Po krótkiej, parnej nocy następna audycja. Łatwiejsza, bo nie ze sceny. Nad Neckiem. Gwiazdy śmigały na nartach, ja grałem piosenki...
(Dalej…)
To były bardzo intensywne godziny. W sobotę po audycji w pociąg i do Rzepina. Stamtąd już tylko półtorej godziny jazdy do Berlina. W przedziale siedziałem z Panem Markiem Piwowskim. Po krótkiej rozmowie (bałem się zapytać, czy nakręci "Rejs Dwa") wzięliśmy się za czytanie. Ja kompletnie wpadłem w "Zaginiony symbol" Dana Browna. W zasadzie żałowałem, że tuż po 21 dojechaliśmy do Rzepina. Po drodze "piękna nasza Polska cała". Oj, jaka piękna!
(Dalej…)
Miłość jest piękna. Żenił się wczoraj mój siostrzeniec. Ślub w małym garnizonowym kościele w Sieradzu był tradycyjny. Magda i Marcin wyglądali jak szczęście. Jak 200% szczęścia, bo po ślubie odbył się chrzest ich Basi. Wesele było w restauracji. Bogate... Także intensywne i męczące, szczególnie dla WujaMarka. Stara kość... Dzisiaj odsypiam. I oglądam zdjęcia sprzed roku. Mitchell Platteau. Proszę pooglądać.
(Dalej…)
... suchej ziemi kropli deszczu. Przynajmniej w moim małym świecie. Na bazarku kupiłem zatrwian. To tak, jakby jesień była juz za rogiem. Akacje na mojej ulicy opuszczają już żółte liście. A wszak jest "żółty jesienny liść" prawda? Za szybko, za szybko... Wczoraj podczas jazdy z Warszawy do Szadku (jednak Szadku, choć chyba poprawnie jest Szadka), samochód pokazywał ciągle 36.6... Znaczy śnieżne zdjęcia z Cradle Mountain nie schładzają?
(Dalej…)
Tak, to ostatnia porcja zdjęć z Kangaroo Island. Minął rok... Kiedy patrzę na fotografie, trudno mi uwierzyć, że tam byłem. Zawsze tak mam. Chyba dlatego tak lubię wspominać. Mamy australijskie upały. Dają się we znaki. Jest lato, więc musi być gorąco! Ale żeby aż tak? Na dodatek 16 letni remont w moim blocku trwa. Nie jestem z tych awanturujących się, ale przed 17 zacząłem pukać w kaloryfer. Podziałało...
(Dalej…)
Pokonać Brazylię - bezcenne... Cieszyłem się wczoraj ze zwycięstwa Holendrów, jakby nasi wygrali. Dla mnie mała radość, a w Holandii pewnie jeszcze świętują. Szkoda, że mnie tam nie ma. Mam bilet do Amsterdamu na koniec sierpnia. Też dobrze. Sporo pomarańczowego na dzisiejszych zdjęciach. To ciągle Kimberley National Park. Tym razem pamiątki ze spaceru do Little Palms Gorge. Z tradycyjnej kliszy...
(Dalej…)
a jak pięknie pokazuje. Tydzień temu zaprosiłem Czytelników na jeszcze jedną wycieczkę po Kimberley National Park. Tam jest tak niezwykle i pięknie, że zdjęcia robiłem dwoma aparatami. Tradycyjnym i nowoczesnym. Dziś pokazuje to miejsce z kliszy fotograficznej. Barwy są chyba nawet bardziej intensywne. Ale może to mi się tylko wydaje? Jak zwykle bez retuszu, ale także bez zbliżeń...
(Dalej…)
Od jakiegoś czasu wraca do mnie sen o tym, że jestem w jakimś najpiękniejszym miejscu na ziemi i nie mogę zrobić zdjęć, bo właśnie aparacik odmawia mi posłuszeństwa. Widzę, że za chwilę zajdzie słońce, skończy się świat i światło, a ja nie mogę sobie poradzić z czymś, co zawsze było niezawodne. Nie najlepiej... A może gdzieś we śnie, w niewiadomym miejscu zostawiłem "zagubiony aparat"?
(Dalej…)
Gdyby mnie tam nie było, to bym nie uwierzył. Tłumy ludzi, całe rodziny wybrały się dziś na tę imprezę w Warszawie. Piknik odbył się 14 raz, tym razem w parku przy ulicy Rozbrat. Niedaleko Myśliwieckiej... Upał jak diabli. Upał sakramencki! Miałem ochotę "łyknąć" trochę helu, żeby mówić innym głosem, ale się nie udało. Gaz smakował jakoś metalicznie i miałem tylko "odruchy". Nic to, może innym razem?
(Dalej…)
Tutaj czas jakoś szybciej płynie. Przyjechaliśmy z Trójką na otwieranie Magicznego Szlaku Ducha Gór. Podróż w środę. Cały dzień w drodze. Jak na koniec świata. W Boże Ciało tutaj lało. Wybraliśmy się więc grupą małą... do pobliskich pałaców bardzo śmiało. Po niedzieli wrócę do tematu. Po deszczu przyszło słońce. Kiedy obudziłem się w piątek rano, nie wierzyłem własnym oczom. Zrobiłem więc kilka zdjęć, choć aparacik to już nie Zorka 5...
(Dalej…)
Tak mówią. Jeśli nie mam nic ciekawego do powiedzenia, pokazania - "zamykam się" więc na chwilę... To był bardzo intensywny tydzień. Zakończony dziś rozmową z Panią Martą Lipińską. "Kocham panią Pani Elizo". Pani Marta akurat niedawno miała urodziny, obsypałem Ją więc kwiatami. To były głównie lwie paszcze... W dzieciństwie nazywaliśmy je "pieskami". Rosły w naszym ogrodzie na Kościelnej 8. Pewnie niemodne, ale piękne.
(Dalej…)
Jak byłem mały to się bałem pożarów i powodzi. Ogień i woda... Nie wiem, co gorsze. Żywioły nie są do opanowania. Pewnie można jakoś im zapobiegać, ale to już nie nasza, Polaków specjalność. Polak głupi także po szkodzie. Niestety... Nie będę się mądrował. Też popełniam błędy. Potem za nie płacę i nie wyciągam z tego wniosków. Prawidłowych wniosków. Tak, jestem Polakiem...
(Dalej…)
Listki jeszcze takie młode, a zieleń najpiękniejsza na świecie? Taka jest nasza wiosna tego roku. Taka, jaka jest zima na Kangaroo Island. Wracam więc do zdjęć z początku lipca ubiegłego roku. Nie minął rok, a ja już tęsknię. Widać człowiek tak ma. Zapraszam do fotogalerii. Wcześniej proszę sprawdzić co się dzieje na mojej liście. Układam ją już ponad 35 lat. Układać, układać jest bosko!
(Dalej…)
Latać, latać... Choćby we śnie. Wulkan z Islandii znowu grozi, jak żarówka Osram. Niczego nie planować? No chyba na razie tak. Żadnego latania. Jak dobrze, że są zdjęcia. Zawsze wtedy na trochę wracam do Australii. Prognoza pogody dla Warszawy na dziś na szczęście się nie sprawdziła. Jak dobrze, że świeciło słońce i nie padał deszcz. Ten ostatni bardzo potrzebny, ale...
(Dalej…)
Rok temu napisałem tutaj, że nie mogę sobie zagrać piosenki grupy ABC "Za majem maj", bo nie została nigdy wydana na płycie kompaktowej. Dwa tygodnie temu napisał do mnie ze Szwecji Pan Grzegorz Szczepaniak, że może mi przysłać tę piosenkę na płycie. Tyle lat szukania... Pan Grzegorz był wokalistą ABC w czasach takich hitów jak "Asfaltowe łąki", Idzie wiosna". Podesłał mi także to zdjęcie... Dziękuję. To wspaniały prezent dla fana...
(Dalej…)
Dziś mija 28 lat od pierwszego wydania Listy Przebojów Programu Trzeciego. No tak wyszło... Dziś "markomania" jak za dobrych lat. Pięknie grało... Potem "chińczak" z forowiczami. Bardzo smacznie i o radiu. Gong bao, kurczak w sosie generała, bakłażany w sosie czosnkowym, makaron sojowy z grzybami, zupa pikantno kwaśna, ogórki z czosnkiem... Dlaczego ja zawsze jem tam te same dania?
(Dalej…)
Mała robota. Wczoraj na bazarku był taki tłum, jakby święta miały trwać miesiąc albo jakby zbliżała się wojna. A to tylko dwa dni. Wiem, bardzo ważne, istotne, ale... Ponoć my, Polacy wyrzucamy najwięcej jedzenia w Europie. Może zmyślam, ale widzę suchy chleb w śmietniku. Takie rzeczy pewnie wynosi się z wychowania, z domu rodzinnego. U nas się nie przelewało, to i się nie wyrzucało.
(Dalej…)
Czyli nadal "Boom Wakacje w Rzymie". Nie da się takich widoków zapomnieć tak nagle! Będę więc do nich wracał. Z korespondencji wynika, że Koloseum i okolice zrobiły największe wrażenie. Na mnie chyba też. Tak naprawdę te 4 dni zlewają się w jeden sen i już bym tam jechał. Szczególnie pewnie jesienią, kiedy w mieście będzie być może trochę mniej turystów, a jeszcze więcej magii...
(Dalej…)
Ostatnio każdą daleką podróż zaczynam dopiero na lotnisku. Wcześniej wymyślam 100 powodów, żeby nie lecieć. Tak mi się porobiło. Ale kiedy już jestem na Okęciu i nie ma odwrotu, cieszę się na „dalekie kraje”. Jak każdy… Tym razem Rzym. Na 4 dni. Był taki weekend, gdy bilety kosztowały połowę taniej, no i nieopatrzenie jeden zakupiłem. Jak dobrze.
(Dalej…)
Premiera filmu "Beats Of Freedom" odbyła się w Sali Kongresowej we czwartek. I ja tam byłem... A jaki jest ten film? Każdy widzi inaczej. Już to kiedyś ustaliliśmy. Mnie się podoba, bo mi przypomina najpiękniejsze lata, kiedy byłem młody, mało doświadczony, wierzyłem w ludzi i byłem pewien, że "mimo wszystko" świat jest piękny. Czy to się zmieniło? Oj tak...
(Dalej…)
A mój 10! Znaczy pierwszy raz przyjechałem do Jakuszyc na 25 Bieg. Pewnie klika razy w tym czasie, gdy się odbywa wybierałem Australię, ale fakt jest taki, że do Szklarskiej i okolic przyjeżdżam od ponad 10 lat. "Lubileusz"! W tym roku mieliśmy szczęście do pogody. Wszyscy. Julian Gozdowski - Komandor Biegu, zawodnicy (oni zawsze najważniejsi) i my -kibice...
(Dalej…)
No to znowu tutaj jestem! Szklarska Poręba. Gdzieś miedzy "gwiazdami na śniegu", a Biegiem Piastów. Czasem słońce, czasem śnieg, a czasem także deszcz. Jak to w górach... Cały czwartek w drodze. Niby tylko trochę ponad 500 kilometrów od Warszawy, a to jednak ponad 7 godzin jazdy. Po drodze jakaś kanapka, postój na rozprostowanie kości. No i zjawiskowy zachód słońca...
(Dalej…)
czyli film o czasie. Lubię do niego wracać. Nie tylko dlatego, żeby usłyszeć "Until" Stinga. Czas... Wracamy do Kimberley. Dziś podróż z Bungle Bungle do El Questro. Znaczy znowu słońce. Obiecałem, że przez dwa tygodnie na zdjęciach tylko słońce, żeby je wywoływać. Trochę się udało, trochę nie. Jak to w życiu.
(Dalej…)
Odwiedziłem Kanadę kilka razy. Głównie Vancouver. Piękne miejsce na ziemi... Dużo pada, ale woda jest bardzo potrzebna, prawda? Ten rok u nich jakoś mało śnieżny, cały zapas tego białego "rzuciło" tym razem do nas. Byłem też w Whistler. Już nie będę się czepiał, że olimpiada, to okres między igrzyskami. Nawet w tv zadaje się pytania typu: "ile medali przywieziemy z olimpiady?"
(Dalej…)
Wczoraj wróciłem z Chicago. Swissem przez Zurich. Osiem godzin jak chwila. Bo samolot nowy, duży, pachnący, w połowie pusty. Wygodnie i miło. Udało się nawet trochę pospać. Lokalny dolot do Warszawy już nie taki komfortowy i godzinę spóźniony. O 15 wylądowaliśmy, o 16 już byłem po zakupach na bazarku. Wszystko mam. Będzie dwudniowy kokoning.
(Dalej…)
Podróż z przygodami. Tak wyszło... We czwartek "obudziłem się wcześniej niż zwykle". Znaczy wyrwało mnie ze snu jakoś około 3 w nocy. Żeby nie zaspać. Nienawidzę się za to, a na dodatek TO się pogłębia. Przecież nic by się nie stało, gdybym zaspał. Najwyżej bym zaspał. Nic to... Wstałem i się spakowałem. Nie lubię się pakować, oj jak bardzo. Wiem, ze zawsze czegoś zapomnę, że zawsze zabiorę w podróż jakieś kompletnie niepotrzebne rzeczy.
(Dalej…)
To wtedy chce mi się uciekać do "ciepłych krajów". Choćby na zdjęciach. Dziś samochód pokazał mi minus 18 stopni, a to ponoć jeszcze nie najniższa temperatura tej zimy. W poniedziałek rano ma mi pokazać -25. Człowiek przywyka. Nie jest źle. Jeśli do tego świeci słonce, to da się przeżyć. Ale na wszelki wypadek zapraszam do oglądania Australii latem...
(Dalej…)
Jak tak poszukać w zakaMarkach, to zawsze się znajdzie jakieś fajne zdjęcia Marka, których dawno tutaj się nie pokazywało. Te dzisiejsze są z marca 2007 roku, a więc sprzed początku tego dziennika/nocnika. To był ten marzec, kiedy jedno wydanie Listy Trójki prowadziłem z Sydney. Pogoda jak widać wymarzona. Tak na przełomie lata i jesieni...
(Dalej…)
Wszędzie czysto, wszędzie biało. Ale jakiś dziwny ten śnieg. Nie taki "puchowy śniegu tren". I za dużo go, przynajmniej w Warszawie. Zawsze coś. A miało sypać w Szklarskiej, Ptaszkowej, ogólnie w górach. Tam gdzie śnieg jest potrzebny narciarzom, fanom kuligów. W mieście nie jest nam aż tak bardzo potrzebny. A może się czepiam? To ja zapraszam do Rotorua...
(Dalej…)
Chciałem śniegu, to go mam! Nawet w nadmiarze. Słuchaczy poprosiłem o pomoc w układaniu "zimowego plakaciku". Jaki wyszedł? Proszę popatrzeć... Moim zdaniem piękny. Aż się chce jechać. Zakładać deski na nogi... No właśnie, mnie się nie chce. Tak, jestem Smerfem Marudą. Zima mrozi, zima sypie śniegiem, mnie tam za nią nie tęskno. I pomyśleć, że za trzy miesiące...
(Dalej…)
... albo dwa dni na topie. Top Wszech Czasów. Tym razem wypadło na 26 i 27 grudnia. Dwa razy po 5 godzin. Niby nic, a bolało. Za dużo na siebie wziąłem, a lata już nie te. I jeszcze praca w Wigilię. No tak, było, minęło. Słuchacze pisali prawie same tylko ładne listy. Jak pomieścić 100 piosenek w 10 godzin? Nie było łatwo, nie wszystkie udało się zagrać w całości...
(Dalej…)
Ale wczoraj to był dzień. Sajgon w robocie... Nie lubię takich dni, kiedy mam za dużo na głowie, za dużo do zrobienia, zbyt wiele decyzji do podjęcia. No, ale bywają takie dni. A potem o 19 trzeba usiąść i poprowadzić listę przebojów. Jak to się dzieje, że "The Look Of Love" wyzwala we mnie nowe siły i lista mija jak jedna chwila? Tego na szczęście nie wiem.
(Dalej…)
Niedziela, 13 grudnia. 28 lat później. Połowa mojego życia temu. Nie chcę pamiętać tamtych czasów. Nie lubiłem "teleranka". Na koniec była jakaś kreskówka, to tak, ale całej reszty nie. A może już źle to pamiętam. No właśnie... Tamta niedziela była zimna i śnieżna. Zapowiadała koszmar i beznadzieję. Nie było wiadomo na jak długo. Nie chcę tego pamiętać.
(Dalej…)
No bo wszak nie obiektyw, jeśli przyjąć, że każdy widzi inaczej. Nie ja to niestety wymyśliłem. Podziękowania dla Słuchaczki od Jeremiego. Tego od wombatów... Dziękuję za wszystkie listy w tej sprawie. Oposy, koala, diabły, papugi i inna zwierzyna może następnym razem. A może kiedy indziej? Znikają mi zdjęcia z dysków CD i DVD. Inaczej trzeba je ocalać od zapomnienia...
(Dalej…)
Mam nawet taki certyfikat, a nawet dwa! Dwa razy zdobyłem Harbour Bridge w Sydney. 503 metry długości, 134 metry wysoki, szeroki na 49 metrów. Robi wrażenie. Jest jedną z wizytówek miasta. Jednym z najczęściej fotografowanych obiektów w Australii. Ikona... Poza tym dochodowe miejsce. Każdy, kto wchodzi na most płaci 180 dolarów. Co najmniej...
(Dalej…)
... jest chyba najważniejsze. Lubię się nim bawić. Uwielbiam trafić na piękne światło. W Amsterdamie chyba miałem trochę szczęścia. Zdjęcia w ekstremalnych warunkach pogodowych są ładniejsze i ciekawsze, niż na przykład w pełnym słońcu. Truizm, ale proszę to sprawdzić. Do Amsterdamu będę jeszcze wracał. Tak, jak dziś...
(Dalej…)
Poleciałem, przyleciałem. Między lotami niecałe 100 godzin w jednym z moich ulubionych miast Europy. Powinienem chyba zacząć od tego, że NIE widziałem koncertu Melody Gardot, na który poleciałem. Widać tak miało być. Dlaczego? Długo by pisać. No tak, ale ja mam czas. To opiszę całą historię, co mi tam...
(Dalej…)
Co się budzę, to jest piątek. Tak mam... Nie narzekam, bo w piątki prowadzę listę przebojów, a ciągle lubię to robić, no ale żeby czas płynął aż tak szybko. A może to tylko mnie tak szybko płynie? Dziś, przypadkiem na 99 wydanie audycji "Złote, słodsze i najsłodsze" przyjechali do radia fani z forum lpmn. Z całego kraju. Fajna 15, więc po audycji ich zabrałem na "chińczyka". Było miło i pysznie...
(Dalej…)
Bo tak właśnie jest. Tam lipiec jest taki jak dziś u nas było za oknem. Czasem słońce, ale częściej chmury i szarość. Zdjęcia które są w dzisiejszym albumie zrobiłem w sobotę 11 lipca. Wtedy wydawały mi się za smutne. Dziś bardzo mi pasują. Mierzyć siły na zamiary, czy zamiar podług sił? Dziś przed 10 rano byłem pewien, że nie dotrwam do końca audycji...
(Dalej…)
Piję te różne "szarlatanerie" na odporność organizmu. Na nic to wszystko. Wczoraj mnie przeziębiło. Nawet nie wiem gdzie, kiedy, kto! Jakiś "zaraz" mnie zaatakował i już. Z nosa leci, w gardle drapie. Na szczęście nie mam gorączki. Dwa dni w domu i będę jak nowy. Mam nadzieję. I żeby już od poniedziałku było zapowiadane słońce, proszę. Na razie nic tylko siąpi, mży, mgli...
(Dalej…)
Trochem dziś spóźniony, bo byliśmy z Gunią na koncercie "Perfect Symfonicznie". W Kongresowej... Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. To skąd ten cały świat w tytule? No Gunia z Hobart na Tasmanii, prawda? Kiedy podczas koncertu, który miałem zaszczyt prowadzić zapytałem ze sceny, kto z Warszawy, kto z Polski, kto ze świata? Ze świata podniosło się wiele, wiele rąk...
(Dalej…)
Na dwa dni sobie rozłożyłem ponowne oglądanie filmu "Australia". Wiem, krytycy nie zostawili na obrazie suchej nitki. Ale co mnie to obchodzi? Mnie się film podoba, bo był kręcony w Kimberley National Park. Tam, gdzie byłem tak niedawno. Wydaje mi się, że wiem nawet w których miejscach były Faraway Downs. Codziennie zasypiam z nadzieją, że te miejsca mi się przyśnią...
(Dalej…)
Trzy, może nawet 4 dni miałem tam spędzić w tym tygodniu. Się nie udało, a że była tam Kinga, no to mamy zdjęcia. Jak tam pięknie, zakrzyknął! Polska jest piękna, a że nie wszyscy ludzie tutaj żyjący są dobrzy? A to już zupełnie inna sprawa. Koncentrujmy się na tym, co najważniejsze. Zdrowia życzę, bo fala przeziębień i grypy przed nami. Nie damy się, prawda?
(Dalej…)
Jest w półtorarocznej, światowej trasie koncertowej promującej genialny album "My One & Only Thrill". Anka i Edek widzieli Ją niedawno w Melbourne. Ja dzięki Alinie "zapisałem się" na koncert w Amsterdamie. Będę tam 16 listopada. No, ale kiedy się dowiedziałem, że Melody wystąpi w Studiu imienia Agnieszki Osieckiej, byłem tam oczywiście. Zdjęcia na koncercie robił Darek Kawka...
(Dalej…)
Czas, czas, czas... Płynie mi chyba coraz szybciej. Choć tak naprawdę mija zawsze tak samo. Dwa miesiące temu byłem w Australii. Dokładniej, właśnie opuszczałem Tasmanię. Wspominać jest bosko! No to dziś powrót do pięknego miejsca na Tasmanii, do Lemonthyme u wrót Cradle Mountain. Zima, tam była zima. To widać choćby po moim ubraniu. Zapraszam do fotogalerii...
(Dalej…)
Za 10 dni lecę na Antypody. Pierwszy raz tam na zimę. Czy ja wiem co ja robię? Będzie pięknie i tego się trzymam. Bardzo intensywnie. To będzie widać także tutaj. Może dlatego jakoś ostatnio mnie na stronie mniej. To się zmieni. "Już za kilka dni, za dni parę"... Mam paszport, wizy i dewizy. Jestem gotowy. Prawie...
(Dalej…)
No to nam się zaczęła "pora, pora grudniowa, pora kartek świątecznych". Ktoś jeszcze je wysyła? Kiedyś na mojej głowie było napisanie kartek do rodziny i znajomych. Miałem jeszcze wtedy dobry charakter... pisma! Popsuł mi się, kiedy już prawie przestałem pisać piórem, a stukałem w maszynę, a teraz w komputer. "Nowoczesność w domu i zagrodzie". Nie zawsze mi się podoba, ale nie daje się przed nią uciec.
(Dalej…)
Minęła godzina, notowanie się zaczyna. 1400 audycji to kawał czasu. Połowa życia. Pewnie, że słucham Balona! W końcu nadal jestem słuchaczem Listy Przebojów Programu Trzeciego. Autorom (znaczy słuchaczom), prowadzącym ( w tym sobie), realizatorom ( w tym Baśce, która w niebie, choć pewnie by wolała piekło...) życzę jak zwykle najlepszego. Wielu jeszcze pięknych list i wzruszeń...
(Dalej…)
No i co ja na to mogę poradzić? Mogę polecić zupę z dyni oczywiście! Listę przebojów, top wszech czasów. Cały zestaw nowych, pięknych płyt. No i zimowe opony. Ja zmieniłem z letnich dokładnie tydzień temu. "Przezorny zawsze ubezpieczony". Tak było kiedyś... Dziś nie ma czasu na wspominanie. Zaczniemy od przepisu na pumpkin soup. Mój jest na podstawie tego, jaki znalazłem w miesięczniku "Men's Health".
(Dalej…)
Dokładnie rok temu przebyłem z Piratami tę drogę. Kiedy dziś myślę o tym i patrzę na zdjęcia to jestem prawie pewien, że to mi się tylko śniło. Ale że lubię spać i mam fantastyczne, kolorowe, fabularne, pachnące sny, więc... wszystko jest możliwe. Jedno jest pewne, listopad na Antypodach, to niezły pomysł. Szkoda, że Świętemu Mikołajowi obiecałem w ubiegłym roku, że 2008 będzie bez podróży do Australii.
(Dalej…)
"Czterdzieści lat minęło" od kiedy głosowałem na piosenkę "Gondolierzy znad Wisły" na Listę Przebojów "Studia Rytm". Ja miałem wtedy 14 lat i kochałem sie w muzyce, w radiu, a Pani Irena była tylko trochę starsza ode mnie. "Minęło jak jeden dzień" i mamy nowy album Artystki "Małe rzeczy"... Miałem dziś ciężki dzień. Rano u Kuźniarka w tvn24. Jazda po mieście w soboty rano, to sama przyjemność. Poszedłem jak burza, ale nie mogłem znaleźć miejsca do zaparkowania. A czas płynął...
(Dalej…)
Lepiej późno, niż później... I już wiem, jaką mam grupę krwi. A poza tym wszystko w porządku. Hidden Lake zobaczyłem 22 sierpnia tego roku. Zdjęcia stamtąd pokazałem 3 września. Dopiero jednak kilka dni temu odebrałem wywołane negatywy, które tak trochę bez przekonania strzelałem podczas podróży po Stanach Zjednoczonych. A jak wyszły zdjęcia? Zapraszam do albumu...
(Dalej…)
Marek Kotański założył MONAR 30 lat temu. Zrobił kawał dobrej roboty. Niestety, bardzo potrzebnej. Od kiedy zginął w wypadku 6 lat temu, w październikową sobotę odbywają się koncerty rockowe pod Pałacem Kultury. Byłem na wszystkich. W tym roku zapowiadałem Maćka Silskiego. Najważniejsze jest chyba jednak poparcie dla idei Marka. Ratować ludzi, którzy mają problem z narkotykami...
(Dalej…)
No nie da się ukryć! Rano mój samochód pokazał 8 stopni Celsjusza. A jeszcze przed chwilą było lato... Zapraszam za to do galerii zdjęć, bo tam amerykańskie lato w Montanie, prawie miesiąc temu. Radio. Nigdy nie wiem, jak mi się uda zagrać. Dziś było naprawdę miło. To zawsze także zasługa słuchaczy, a więc dziękuję. Wystarczy wymyślić ciepłe słowo - szalik... i samo gra! Jutro miałem jechać do Zakopanego. Odkładamy tę wizytę, choć tam akurat świętują. Byłoby miło... Nie można mieć wszystkiego.
(Dalej…)
Czasem jest tak, jak tydzień temu, kiedy nie bardzo byłem zadowolony z audycji w radiu, ale na szczęście częściej jest tak jak dziś. Ale grało! Może to temat grzybów, a może "September Morn"? Grzybobranie znajdziecie w naszej galerii. Przepraszam, że nie wszystkie zdjęcia mogłem wykorzystać. Cuda, cuda... Dziękuję. No mamy sezon na prawdziwki, podgrzybki, kurki i całą resztę. Dla mnie bomba. Znaczy to, co oferuje bazarek to tylko "daleki krewny", ale nie kapryszę, prawda?
(Dalej…)
Słońce budzi się już później, dzień jest krótszy. Ostatniej nocy temperatura spadła w kraju nawet do 3 stopni, a na Kasprowym było zero. "Jesień idzie, nie ma na to rady". Mnie to nie przeszkadza, będę tym chętniej wspominał amerykańskie lato. Dziś w galerii gejzery z Mammoth Hot Spring. Jedno z najbardziej niezwykłych miejsc jakie widziałem. Nowa porcja zdjęć jest także pod hasłem Josephine Lake. Moja lista przebojów już na bieżąco...
(Dalej…)
To był jeden z najbardziej intensywnych dni. Wyszliśmy z hotelu o 8.15. Wróciliśmy do Whitefish tuż po 22. Po zbyt obfitym posiłku we włoskiej restauracji. No ale po całym dniu w górach i samochodzie? Każdy z nas mógł zjeść "konia z kopytami". No może poza Edytą, bo ona jest "koniara" i raczej by konia nie zjadła. Żeby popłynąć statkiem po Josephine Lake trzeba było rano dojechać chyba ze 100 kilometrów. Wydawało nam się, że zdążymy na statek o 11.
(Dalej…)
Choć w zasadzie znów jestem tutaj najbliżej piekła. Jak kiedyś wcześniej w Nowej Zelandii. Jest cudownie, niesamowicie, kolorowo, słonecznie... No pięknie! Wychodzimy około 10 rano, wracamy około 22. Padamy jak dwie dychy. Znaczy jak pięć dych, bo nasza grupa to piątka. Alina, Aneta, Robert (Chicago), Edyta (Szklarska Poręba) i ja (na razie jeszcze Warszawa)...
(Dalej…)
tak jeden z czytelników napisał o mojej stronie. Ładnie, dziękuję... Sam tutaj często zaglądam. Jak do dziennika. Sprawdzam daty, fakty. Oglądam zdjęcia. Tak, jednak zdecydowanie lubię wspominać. Staram się nie powtarzać ujęć, ale jeśli powtórki się zdarzają, to albo przez zapomnienie, albo celowo, żeby znowu wywołać wspomnienia. Dziś w galerii zdjęcia Guni, Pirata i moje z 8 listopada roku ubiegłego. Zapraszam...
(Dalej…)
Dzień jest długi, noc krótka. To właśnie dziś. Przyszło lato. Szczęściarze szukają kwiatu paproci. Zakochani się kochają. Ci, którzy lubią koncerty są na "wiankach". Ja piszę te słowa, bo lubię soboty! No lubię i już. Rano u Kuźniarka w telewizorze. A mało brakowało, żebym nie znalazł odpowiedniego budynku. Telewizja się rozbudowuje. Jarek skradł mi dziś godzinę z mojej ulubionej soboty, bo wyszedłem z domu o 8, a nie o 9 rano...
(Dalej…)
Znów więc powinien być Nepal, ale może innym razem. Udało mi się dziś nie zapalić, tym bardziej, że ostatniego papierosa wypaliłem (bez zaciągania się) jakieś 35 lat temu. Na praktykach studenckich na budowie. Wszyscy palili, to i ja spróbowałem. To była wolność wyboru. Byłem dorosły i chciałem sam o sobie decydować. Paliłem miesiąc, tyle ile trwały praktyki... Za tydzień "nasza klasa", czyli mój rocznik na studiach zjeżdża się w Bełchatowie. Po 30 latach od zakończenia studiów. Ale czy ja mam ochotę na takie wspomnienia?
(Dalej…)
I już wiemy, o czym śpiewała kiedyś Kora... W domu zimno, nieprzyjemnie. Wreszcie jutro zrobię porządek z kwiatami doniczkowymi. Lubię soboty, lubię niedziele. Lubię szparagi obgotowane w posolonej i posłodzonej wodzie (jeśli grube, to z 5 minut gotowania). Następnie trzeba je pokroić w kawałki, takie na jednego gryza i rzucić na gorącą oliwę na patelni. Smażyć kolejnych 5-7 minut z młodym, rozgniecionym czosnkiem dodanym pod koniec. Można na talerzu posypać parmezanem, albo zetrzeć trochę żółtego sera. Pycha... A że potem daje czosnkiem? To dla zdrowotności, a poza tym jutro mam niedzielę socjalną.
(Dalej…)
To jest prawdopodobnie jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi. Marzę o zobaczeniu tego parku od kiedy latam do Australii. Można tam być właśnie teraz, kiedy na tamtym kontynencie jest między jesienią, a zimą. Ichnim latem, kiedy ja tam bywałem nie ma szans. Za duzo deszczu, niedostępność 10! Gunia i Pirat właśnie dziś polecieli z Sydney do Perth, a w poniedziałek zaczną jedną z podróży życia. Pojadą kilka tysięcy kilometrów do Kimberley National Parks.
(Dalej…)
Obiecałem i jest! Sobota, od rana robota, a potem zamiast odpoczywania dziennik. Ale to jest właśnie relaks. W fotogalerii 4 maja, niedziela. Ostatni dzień długiego weekendu. Piękny dzień... Słońce od rana, wybraliśmy się więc na Szrenicę. Wyciągiem do góry, a dalej pieszo do Śnieżnych Kotłów. Łatwizna w godzinę. Bardzo przyjemny spacerek. No tak, ale wtedy, gdy nie ma tam TYLE śniegu!
(Dalej…)
...spędzam w miejscach ulubionych, czyli Szklarska Poręba, Piechowice, Jakuszyce, Mlądz, Gierczyn... W galerii jeszcze zdjęcia dokładnie sprzed roku, ale już zaraz pojawią się te nowe. Będziemy porównywali, jak się zmieniły okolice Szklarskiej. Tak pięknie jak na tych obrazkach to chyba już nie będzie. A może jeszcze piękniej?
(Dalej…)
Porządkuję życie, porządkuję zdjęcia... Znowu mnie zachwyciły te z Tasmanii, więc się nimi dzielę. Jakże tam pięknie! Muszę pomyśleć o Tasmania Top 10, ale to przy innej okazji. Dziś w galerii "spotkania z przyrodą", czyli Lake St.Clair National Park. Żadnych poprawek, sama natura. A za naszym oknem wiosna zjawiskowo piękna. Nie ma odwrotu, choć są miejsca, które cierpią od nadmiaru grzmotów burzy i wody. Poczytajcie u Aliny...
(Dalej…)
Wprawdzie tylko na zdjęciach, ale zawsze. Dziś powrót na Tasmanię. Lubię wracać do miejsc ulubionych. Jak widać "laptok" sam się jakoś naprawił. Udało się! Zdjęcia powkładane, a z tym miałem ostatnio problemy. Swoją drogą trzeba będzie pomyśleć o nowym sprzęcie. Znaczy trzeba się wybrać do Chicago. Dawno mnie tam nie było, mógłbym zrobić małą serię nowych zdjęć... Pomyślę o tym.
(Dalej…)
Widziana oczami słuchaczy "Złotych Przebojów". I czytelników tej strony, mam nadzieję! Piękna ta wiosna, z roku na rok piękniejsza. Ta "złota 12" wybrana z ponad 50 propozycji zgłoszonych podczas "nagranej" 14 Listy Przebojów. Tak, miałem być wtedy na koncercie Petera Cincotti'ego. Wyszło jak w życiu... Inaczej. Koncert był wspaniały i to jest najważniejsze. Peter "prawie bez przerwy" w Smooth Jazz Cafe, a wiosna na zdjęciach.
(Dalej…)
To nie ja, to słuchacz/czytelnik tak napisał. Prawda, że trafnie? Oj przyspieszyło... A ma być już tylko intensywniej. Niezbyt długo, słyszałem, że prawdziwy koniec świata jakaś sekta w Rosji zapowiada na maj. To chyba nawet nie zdążę wypić zapasów dobrego wina. C'est la vie... Nowa piosenka Francisa Cabrela na mojej liście. A poza tym? W albumie Amsterdam. Nareszcie! Ale tylko kilka zdjęć i to z jednego dnia.
(Dalej…)
Tylko dlaczego zlecenie na dostarczenie kwiatów jest zawsze między 6 a 6.30 rano? Przecież ja się urodziłem około 9. Tak mówi Mama. A Ona wie najlepiej, prawda? OK, róże bardzo ładne. Dzięki Jola, poznałem Cię po charakterze pisma. Tyle, że urodziny mam za 2 dni. No tak, ale to będzie w Lany Poniedziałek. A ja leje...!!! Basia myśli, że urodziłem się w pierwszy dzień wiosny, zawsze jest pierwsza z życzeniami. Tyle, że po 50 ja już nie świętuję tego dnia. Z czego się cieszyć?
(Dalej…)
Dopiero kilka dni temu pierwszy raz w życiu zobaczyłem "Mission Impossible" i to od razu część trzecią. Może dlatego, że nie przepadam za aktorstwem Toma Cruise. Świetnie się ogląda takie bajki. Coś zupełnie niemożliwego. Fajnie, bo u nich na pewno można by mieć aparat fotograficzny w gałce ocznej. A ja przecież o tym marzę... Na razie tradycyjne zdjęcia w mojej galeryjce. Jeśli dziś sobota, jesteśmy na wyspie.
(Dalej…)
Tak kiedyś powiedział Wałek, czyli Marek Wałkuski w porannej audycji. Niby oczywiste, bo jeśli Państwo słuchają, to musi to być radio. Niby oczywiste, ale jakie to ładne zdanie. Dziś wróciłem do niego w mojej audycji. Wałek nie wraca z Waszyngtonu. Może to i dobrze, bo co by tutaj zastał? Zupełnie inne radio. Czy by mu się podobało? Wątpię, bo każdy, kto wraca w Ameryki jest inny, niż był wcześniej. Jeśli dziś sobota, to jesteśmy na wyspie, to w sprawie zdjęć, oczywiście...
(Dalej…)
No tak... Dragan mnie podrobiła! A myślałem, że mam swój niepodrabialny styl pisania. Pisania? Duże słowo. Taki mały dzienniczek/nocniczek. Zdradziło Ją jedno określenie. Nie ryneczek, a BAZAREK! Ja tak mówię, jak zresztą wszyscy, którzy tutaj mieszkają. Ale dała radę. Dźwignęła, jak by powiedział Ziutek. Do tego stopnia, że jeden ze słuchaczy dziś napisał: "nie dałem sie nabrać, wiem, że to Pan sam to napisał!". Brawo mAlina! Nasza pisareczka...
(Dalej…)
No tak wyszło. Zupełnie o to nie dbam. Nawet nie wyrzuciłem małej jodły (nie ścięta, ułożona z gałązek!), która stoi na parapecie. Niech sobie stoi. Mnie tam nie przeszkadza. Przeszkadza mi to, że "ludzkie gadanie" mogło mi zepsuć dzień. Jak dobrze, że nie słuchałem Trójki po 9 rano. Wtedy jadę do Złotych na "... najsłodsze". Ludzie nie są tylko straszne, są także zawistne i okrutne. Kiedyś powiedziałem w jakiejś gazecie "nie lubię ludzi". Oj, MISIE dostało. Może trzeba będzie wrócić do tematu? Na razie dla tych, których lubię... KORSYKA na zdjęciach!
(Dalej…)
Tyle się dzieje. Australia Day to ich święto narodowe. Piękne, radosne, obchodzone w środku lata. Australijczycy są dumni ze swego kraju, lubią to okazywać. Tego dnia akurat także urodziny Pirata (łatwo zapamiętać, sorry mate!). A u nas żałoba narodowa, w radiu "muzyka ciszy". Za oknem jak w kieleckiem, wieje jak diabli, jakby się ktoś powiesił. Gusła i zabobony. Niby nie jestem przesądny, a jednak jestem... No i dziś sobota, pora na moją listę przebojów.
(Dalej…)
Znaczy "przy sobocie, po robocie". Lubię używać takich miłych, małych cytatów z przeszłości. Pamięć zawsze mi je podrzuca. Dziś w radiu mówiąc o pogodzie powiedziałem, że za oknem taki Wieńczysław Nieszczególny. Od razu odezwali się ci, którzy pamiętają z jakiego to serialu. "Róbmy swoje" wymyślił Pan Wojciech Młynarski i to jedna z moich życiowych dewiz. Inną jest "żyj i pozwól żyć innym". To trochę inaczej, niż w "Live & Let Die". Za oknem deszcz zamiast śniegu... Co za zima?!
(Dalej…)
Zaczęła się wczoraj. To może być nawet niezły tytuł biografii, gdybym kiedyś chciał ją napisać. Nie chcę. Wystarczy mi to, co piszę tutaj, prawda? A "przy sobocie, po robocie" będę się dzielił z czytelnikami moją prywatną listą przebojów. Zacząłem ją pisać jakieś 35 lat temu. To był przypadek, bo Lothar, mój kolega z NRD, z którym wtedy korespondowałem (po angielsku) zaproponował, żebyśmy się wymieniali znaczkami pocztowymi i naszymi listami przebojów. Zasugerował top 15 i na jakiś czas tak zostało. Później Lothara wcieliło do wojska, korespo sie urwała, a ja zostałem z tą listą.
(Dalej…)