Dana...

Marek | Blog Marka | 2018-05-04, 19:54

Cuda się zdarzają. Często przypadkiem... Jak dobrze, że na krótkie wakacje zabrałem laptoka. Krótka wymiana emalii, szybka zamiana z kolegą, bo dziś miałem prowadzić listę. Ale Dana Gillespie był tylko kilka godzin w Warszawie. Przed południem. Jedyną szansą na spotkanie na antenie była elpetrójka. No i udało się. Zawsze mam małą tremę przed takim spotkaniami. Kiedy jednak zobaczyłem uśmiech na twarzy Dany - wiedziałem, że musi się udać...




Dana przez 11 lat prowadziła w ORF w Wiedniu swoją audycję muzyczną. Koleżanka po fachu! Wróćmy do 1985 roku. Festiwal w Sopocie. I że niby ja mam tam się pojawić, jako radiowy zapowiadacz. Namówiony przez Krzysztofa Maternę. Miałem nie wychodzić na scenę, tylko na zapleczu być "głosem". Pan reżyser - Jerzy Gruza zadecydował, że jednak muszę wyjść na początku koncertu, żeby się przedstawić. W białej marynarce z kolekcji Hoff, nabytej z trudem w Domach Centrum. Dana powiedziała, że wyglądałem jak dentysta z Wiednia albo kelner z Miami. Dana zaśpiewała w konkursie piosenkę "It Belongs to Me". Tego samego dnia Claire Hamill wykonała "The Moon is a Powerful Lover". Zakolegowałem się z obiema. Z Daną rozmawialiśmy głównie o Indiach. Mąż Claire - Nick Austin był wtedy szefem wytwórni płyt Beggard Banquet i 4AD. Dwa lata później na zaproszenie Nicka poleciałem pierwszy raz do Londynu. Dziś tamta podróż wydaje mi się snem. Dana mi dziś powiedziała, że to jednak nie był sen. Powspominaliśmy dobre czasy. Okazało się, że Angie Bowie, którą dzięki Danie poznałem w Wiedniu mieszka teraz w Stanach Zjednoczonych. A Simon Turner, którego dzięki Danie poznałem w Londynie ma się dobrze, Dana spotkała się z nim kilka dni temu. A! o tym mówiliśmy poza anteną. Korespondowałem z Daną wysyłając Jej z Polski krówki. Wymieniałem je na... papier toaletowy! Tak, były takie czasy. Miło było spotkać "wspomnienia sprzed lat".
Płyta na dziś: Jono McCleery "Seeds of a Dandelion". Marzył o takiej płycie, na której zaśpiewa piosenki innych artystów. Zaśpiewał i to jak. Niezwykle wrażliwy, cudowny... Koniecznie proszę poszukać tego albumu. Najbliżej już jutro w Markomanii.
Zdjęcia na dziś: Bastei. Nie miałem pojęcia, że takie cudo można znaleźć tuż za naszą granicą. Dwie i pół godziny jazdy samochodem ze Szklarskiej Poręby. To formacja skalna stanowiąca jedną z największych atrakcji turystycznych Parku Narodowego Saskiej Szwajcarii w Górach Połabskich, wschodnie Niemcy. Polecam... Zwłaszcza wiosną, bo zielono, ale pewnie także jesienią, bo jak wtedy wyglądają drzewa liściaste?
PS: otworzyłem sezon na szparagi. Zjedliśmy je w Goerlitz. Białe szparagi z wody w sosie holenderskim i młode ziemniaki. Do tego piwo. Pycha...

Dana...Dana...Dana...Dana...
Dana...Dana...Dana...Dana...
Dana...Dana...Dana...Dana...
Dana...Dana...Dana...Dana...
Dana...Dana...Dana...Dana...
Dana...Dana...Dana...Dana...

Pozostałe wpisy
» Łuk... (2018-05-21, 19:54)
» Harry Angel... (2018-05-19, 19:54)
» Puste miasto... (2018-05-17, 19:54)
» Deszcze spokojne... (2018-05-14, 19:54)
» AABasiaUniat... (2018-05-13, 19:54)
» Bacharach... (2018-05-12, 19:54)
» Rzodkiewka krajowa - Carmen... (2018-05-10, 19:54)
» Pod Cichą Równią... (2018-05-07, 19:54)
» Zielono mi... (2018-05-05, 19:54)
» Gdzie ja byłem? (2018-05-03, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN